Warsztaty z morałem (?) czyli Lindy Hop po naszemu

Za nami dość gorący okres – zaczęło się we wrześniu od warsztatów dla „Kmita Swing” w Krakowie, później rozgrzewka przed Retro Weekendem i sam Retro Weekend-edycja wrześniowa. Chwila na oddech i fantastyczny weekend w Mieście Królów podczas festiwalu Dragon Swing – zajęcia z Alim i Katją, kapitalne imprezy, spacery po Plantach no i Wieliczka (!).  Tydzień później wyjazd do Gdańska; tam prowadziliśmy zajęcia dla Swing Revolution Trójmiasto stworzonego przez prawdziwe pasjonatki Lindy Hop i muzyki swingowej. Zajęcia intensywne, wyczerpujące, ale jakże owocne! Energia i pozytywne nastawienie uczestników zajęć sprawiło, że zmęczenie fizyczne odeszło w cień, a najważniejsza stała się odpowiedź na pytania „Czego się nauczyli?”, „Czy spełniliśmy ich oczekiwania?”, „Czy powiedzieliśmy i pokazaliśmy wszystko, co było konieczne?”, „Dlaczego Kasia nie może jechać z nami do Warszawy?!” :) Tydzień później ponownie przywitał nas Kraków – tym razem Ania ze Swing & Sway organizowała Swing Xmas i powierzyła nam prowadzenie zajęć. I znowu niepokój „Czy zajęcia się spodobają?”, „Czy wrócą po przerwie?”. I wrócili!

Prowadząc zajęcia za każdym razem staraliśmy się dać uczestnikom odrobinę siebie, ale żeby dać, ktoś musi chcieć wziąć. Mówiliśmy, pokazywaliśmy ćwiczenia, poprawialiśmy… Zaczęły pojawiać się pytania, nareszcie. Odpowiadaliśmy jak najrzetelniej, tak jak sami to czujemy, rozumiemy. „Czy rozumiecie?” – kciuki zaczęły podnosić się o 10, 40, w końcu 90 stopni. Po zajęciach usłyszeliśmy wiele miłych słów i podziękowań; czasem może tak wypada… Miło jest jednak wierzyć, że czegoś ich nauczyliśmy, a i czemu mieliby mówić nieszczerze? Uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach, w serduchu jakoś tak ciepło i kolejna dawka energii do dalszej pracy zapewniona.

Wszystko to, co wyżej jest ważne dla nas jako instruktorów. Czy jednak wiemy, co najważniejsze jest dla uczestników zajęć? Można odpowiedzieć, że dla każdego będzie to coś innego – figury, technika, zabawa, historia. Jednak po każdych naszych warsztatach pojawiało się jedno zdanie, które wydaje mi się być kluczowe. „Uczycie inaczej”. Właśnie, uczymy inaczej niż… Niż kto właściwie? Niż wszyscy. Ale czy ci „wszyscy” uczą jadnako? NIE. Każdy z instruktorów jest inny – stosuje inne metody, inne porównania i wyjaśnienia. Wszyscy różnimy się tym, co jest dla nas jako tancerzy i instruktorów najistotniejsze. Każdy z nas prezentuje nieco inną filozofię w rozumieniu Lindy i tańca jako takiego. I chyba to właśnie jest najbardziej wartościowe dla naszych uczniów – różnorodność jaką im oferujemy. Dzięki niej początkujący tancerze mogą nauczyć się więcej, więcej usłyszeć, zobaczyć i wybrać sobie coś dla siebie. Dzięki temu scena Lindy Hop i innych tańców swingowych w Polsce może być coraz szersza i bogatsza jednocześnie. Pamiętajmy, że nie jesteśmy rosyjską szkołą baletową, która ma wyprodukować tancerzy i tancerki odciśniętych od jednego szablonu. Cieszmy się, że możemy wszyscy zaoferować ludziom coś innego i dawajmy im zawsze prawdziwych siebie.

 

Peace,

Weronika, ShimSham.pl